Skomentuj Zwyczaje w salonach sukni ślubnych, które mogą Cię zaskoczyć, którego autorem jest Barbara Grudzień

 In Żona modna blog bez bezowy

Zwyczaje w salonach sukni ślubnych, które mogą Cię zaskoczyćZaraz po decyzji o ślubie, ustaleniu daty i kilku istotnych formalnościach, wybór sukni ślubnej jest jedną z ważniejszych decyzji dla Panny Młodej. Dziś jej poszukiwania prawdopodobnie rozpoczynamy od internetu – inspiracje na Pintereście, kolekcje na stronach projektantów, reportaże ślubne u świetnych fotografów. Następnie szukamy salonów, w których znajdziemy te sukienki, które spodobały się nam najbardziej lub do nich podobne. Wizyta w salonie to duże przeżycie, w końcu nareszcie można przestąpić próg sklepu, do którego wcześniej zaglądało się nieśmiało jedynie przez okno. Salony sukni ślubnych rządzą się swoimi prawami, a niektóre z nich mogą być zaskoczeniem. Poniżej wymienione zwyczaje nie dotyczą oczywiście wszystkich salonów (z wyjątkiem pierwszego, który jest na pewno bardzo popularny). Wybierając się na poszukiwania tej jedynej, pamiętajcie przede wszystkim, że najważniejsze jest to, by pozytywnie się nastawić, a wtedy wizyta będzie znacznie bardziej udana.

1. Umówiona wizyta

Sprawa jest dość zrozumiała, choć nie do końca oczywista. Do salonu sukni ślubnych warto się umówić na konkretną datę. Wówczas ekspedientka poświęci uwagę tylko Tobie, pokaże dostępne modele i pomoże przymierzyć suknie. Najprawdopodobniej umówiona wizyta pozwoli uniknąć tłumów w postaci innych Panien Młodych. To zapewni Ci więcej swobody i prywatności.

2. Brak informacji o cenach

Niewiele salonów podaje ceny sukienek na stronach internetowych. Nie zdziw się, jeśli nie otrzymasz tej informacji przez telefon czy w odpowiedzi na maila. Prawdopodobnie salony chcą w ten sposób przyciągnąć potencjalne klientki do odwiedzenia salonu, gdzie poznają pełną ofertę. Ta zasada nie obowiązuje we wszystkich salonach, zatem jeśli zastanawiasz się nad suknią, która dostępna jest tylko na drugim końcu kraju, koniecznie spytaj o cenę.

3. Zakaz robienia zdjęć

To nic, że przymierzasz dziewięć sukni, jedna po drugiej. Najprawdopodobniej nie będziesz mogła zrobić sobie w niej zdjęcia, by później móc na spokojnie przeanalizować, która podoba Ci się najbardziej. Niestety, z zasady robienie zdjęć jest zabronione.

Drogie Salony i Projektanci, czy znacie marketingową siłę social media? Zachwycona swym wyglądem przyszła Panna Młoda wrzuca zdjęcie na FB, Instagrama, Snapchata, pisze, gdzie właśnie jest, co na sobie ma oraz dodaje, że profesjonalna obsługa udzieliła bezcennych rad. Darmowa reklama dla Was gwarantowana. Oczywiście nie zrobi tego każda, ale nawet jeśli co piąta, to będzie o Was głośniej. Nie rozumiem zakazu robienia zdjęć nawet jako sposób na walkę z szyciem na wzór u niezależnych krawcowych – przecież i tak stanowcza większość modeli dostępna jest w sieci na zdjęciach świetnej jakości, z kilku stron i doświadczona krawcowa prędzej uszyje sukienkę na podstawie właśnie takich zdjęć niż tych z telefonu. Dodatkowym argumentem za jest to, że Panna Młoda na spokojnie obejrzy siebie w sukniach w domu i wróci do salonu z podjętą decyzją. A może jest jeszcze jakiś powód zakazu, o którym nie wiem?

Na szczęście w Polsce powstają marki, które o zakazie nie słyszały (mam na myśli Moons oraz Boso).

4. Opłata za przymiarkę

Z zasady sprawa wygląda tak: umawiasz wizytę w salonie, przymierzasz wybrane suknie, a następnie albo się decydujesz albo nie. Jeśli się nie zdecydujesz, salon nie zarabia. Niektóre salony wprowadzają opłatę za pierwszą przymiarkę i z zasady dotyczy to tych najdroższych sukni (np. powyżej 5000 zł). Jeśli klientka zdecyduje się na zakup, opłata zostaje odliczona od wartości sukni, jeśli nie, przepada.

5. Chusteczki i dezodorant

Nie muszę chyba mówić, że do mierzenia sukni wypada iść czystym i zadbanym, najlepiej bez mocnego makijażu na twarzy, by nie zostawić śladów na śnieżnobiałej tkaninie. Okazuje się, że niektóre salony wolą skontrolować higienę potencjalnej klientki.  Zdarza się bowiem, że przyszła Panna Młoda przed włożeniem sukni poproszona jest o… umycie pach wilgotnymi chusteczkami i użycie dezodorantu. Nie dość, że zwyczaj wydaje mi się potwornie nieelegancki, to jeszcze trochę bezsensu – z mojego doświadczenia bowiem wynika, że ubranie pod pachami niszczy się znacznie bardziej, jeśli jest włożone tuż po użyciu dezodorantu. Widocznie lepsze dezodorantowe ślady niż… no właśnie co? Bo przecież nikt nie przychodzi do salonu spocony jak mysz…

Warto wiedzieć również, że w salonie suknie do ubrania podaje ekspedientka, a nawet je na Pannę Młodą wkłada, co jest dość zrozumiałe w przypadku dużych, kilkuwarstwowych modeli, które są niełatwe do włożenia. Z tego powodu do przymiarki warto pójść w neutralnej bieliźnie, w której będziemy czuć się możliwie swobodnie przy ekspedientce. Zdarza się również, że w salonach proszą, by nie dotykać wiszących sukni. Z drugiej strony bywają takie, w których suknie są mocno ubrudzone – ma to zarówno wady, jak i zalety: taką sukienkę możesz bezpiecznie przymierzać i chociaż jej obecny stan może nie wyglądać zachęcająco, warto pamiętać, że z zasady dotyczy to sukni szytych w salonie na miarę – salon ma jedną sztukę do przymiarek, a dla Ciebie uszyje zupełnie nową, absolutnie czystą. Osobiście wolę to rozwiązanie niż zakaz dotykania. 🙂

Na decyzję o zakupie sukni ma wpływ nie tylko ona sama, ale i okoliczności, czyli atmosfera w salonie i jakość obsługi. Warto poszukać takiego salonu, w którym zostaniemy obsłużone wyjątkowo.

Zdjęcia prezentują salon mody ślubnej z Atlanty, znalezione tutaj.

Przeczytaj też:

Recent Posts

Leave a Comment

%d bloggers like this: