Skomentuj Przechodzą mnie ciarki jak słyszę słowo „rustykalny”, którego autorem jest wianek i welon

 In Żona modna blog bez bezowy

Przechodzą mnie ciarki jak słyszę słowo „rustykalny”

Jestem pierwsza do walki o nową jakość aranżacji ślubów i wesel w Polsce. Stoję na czele bezbezowego obozu ślubnego, który bezy je, a nie nosi. Pierwsza ze mnie przeciwniczka wtrącania nosa w nie swój ślub i zbyt dużego przejmowania się tym, co wypada i tym, czego ktoś inny oczekuje. Wyznaję zasadę, że powinno być tak, jak chce młoda para, w zgodzie z bliskimi, bez awantur i huraganów, ale ze spełnieniem ich (młodych) marzeń. Kocham oglądać śluby w lekkich sukniach, z bukietami z żywych, a nie wysprejowanych kwiatów, w uroczych stodołach z sielską elegancją, klasą i miłością.

Ale gdy widzę jutę w każdym rogu po raz tysiąc siedemset osiemdziesiąty szósty, w roli pierwszej damy tegoż właśnie stylu wesel, a określenie rustykalny wywierca mi dziurę w uchu niczym wiertatka z bezlistostym udarem, odpadam! Nie chodzi o to, że juty zabraniam, broń Boże! Rustykalną bagietkę prosto z piekarni naprawdę kocham. Nie znoszę jednak nadużywania. Rustykalne to, rustykalne tamto, przemielone w pył, który rozsypywać zaczął się już kilka lat temu. Słownik języka polskiego jasno określa: rustykalny to «mający związek z wsią i jej mieszkańcami, mający cechy wiejskie». No więc nie wmówicie mi za żadne skarby świata i miliony monet i nie dajcie sobie wmówić, że rustykalne musi być absolutnie wszystko co ślubno-weselne. Pierwsza zasada dobrego smaku brzmi bowiem: co za dużo, to niezdrowo. Również w nazewnictwie.

fot. kaboompics.com

Przeczytaj też:

Recent Posts

Leave a Comment

%d bloggers like this: